Jak to jest mieć wiele dziewczyn

Poświęćcie przysłowiowe 5 minut swojego życia i przeczytajcie. Może komuś tym pomogę.

2020.03.10 20:36 Gonz4les Poświęćcie przysłowiowe 5 minut swojego życia i przeczytajcie. Może komuś tym pomogę.

Cześć Reddicie, polska! Chcę Wam przedstawić po krótce moją historię... Jestem Artur, mam 22 lata, rocznikowo 23, mieszkam w małym miasteczku w południowej Małopolsce z rodzicami oraz pracuje sobie jako serwisant komputerowy i nie narzekam na płacę, nie jest taka zła. Zbieram się od 3 miesięcy, żeby to z siebie przelać na kartkę i udostępnić to na Reddicie, ponieważ wierzę, że tym wpisem pomogę komuś sobie uzmysłowić, że psychologowie to nie biały kaftan i wariatkowo, ani tym bardziej psychiatrzy; bo są to ludzie od pomocy, tak jak normalny lekarz czy przewodnik po mieście. Od razu mówię, że chcę zachować swoją prywatność, ponieważ nie uśmiecha mi się, żeby ktoś z moich znajomych wiedział, że to ja, dlatego też moje imię i zbieżność zachowań oraz imion innych ludzi jest przypadkowa, nie mniej jednak moja historia jest prawdziwa więc chciałbym, abyście uszanowali moją prywatność. Nie jestem pisarzem, więc wybaczcie za błędy. No to co? Zaczynamy: Kiedy tak pomyślę wstecz, to zawsze byłem celem szyder i szykan od strony rówieśników, aż do technikum, gdzie każdy był na tyle mądry, by nie traktować się jak bydło i szanować siebie nawzajem, jak rodzina. W okresie podstawówka/gimnazjum zawsze było tak, że dostałem najgorszy wpierdol od tego jednego kolegi w klasie, który był - z perspektywy dzisiejszego dnia - pseudo-alfą, który czuł się bezkarnie, bo koledzy się go bali. Na moje nieszczęście w gimnazjum mój kumpel stał się moim koszmarem po feriach w pierwszej klasie i oczywiście to ja musiałem się stać tym obiektem doznań frustrata, bo byłem niestety cą... bardzo bałem się postawić, ponieważ byłem przekonany, że każdy w okół mnie uwziął się na moją osobę, co jak potem okazało się, że każdy bał się mojego "kolegi", więc wybrali mniejsze zło i woleli stanąć po jego stronie, nawet mój serdeczny i wieloletni przyjaciel, Antek, pod przykrywką dołączył do niego, lecz my cały czas poza szkołą dalej się lubilismy a w szkole był neutralny stosunek między nami. Wiecie, w każdej klasie, prawdopodobnie do szkoly ponadgimnazjalnej, znajdzie się taki gość, co będzie chciał zawładnąć całą klasą i terroryzować jedną osobę lub kilka osób... Nie mówcie mi, że to moja czy wina rodziców, bo to nie jest miejsce na mówienie komuś, co powinien był zrobić w danym momencie. A sam przyznam, że moja wina w tym pewnie jakaś była, bo mogłem się odezwać, ale tak bywa, jak twoja samoocena jest niżej niż dno Rowu Mariańskiego. Skoczmy teraz kilka lat dalej i zatrzymajmy się na mojej osobie w wieku lat bodajże 18. To ten moment, kiedy dziecko tylko kalendarzowo staje się dorosłym i może trochę więcej niż ktoś młodszy od niego o rok. Już minęły 2 lata od zakończenia gimnazjum (bo gimbaze kończyło się bodajże jak miało się 16 lat, o ile dobrze pamiętam; no moja pamięć nie jest najlepsza, czasem zawodzi i to trzeba przyznać), wszystko było spokojnie do momentu, kiedy bardziej zacząłem się interesować płcią przeciwną i zachcialem poszukać tej, która będzie warta zachodu, lecz moja samoocena dalej była niżej niż najniższy krąg piekła Dantego, tak więc sięgnąłem po Tindera i Badoo - jak nie trudno się domyślić, ciężko było kogoś dopasować a co dopiero zacząć konserwację i tak człowiek zaczął poznawać więcej i więcej dziewczyn, czasem na jedno lub 2 słowa i zastanawiał się, co z nim jest nie tak, chyba taki brzydki nie jestem (albo jestem tak szkaradny) no a przecież to tylko wygląd, który przemija... Ja chciałbym mieć jakąś drugą połówkę... Dużo kompleksów na tamtą chwilę zostało po gimnazjum i podstawówce, lecz też środowisko - a dokładniej reklamy i inne tego typu spoty idealizujące piękno i nieskazitelność dawały mi - dojrzałemu emocjonalnie, jak sie wydawało chłopakowi - ostro po dupie... A to bądź napakowany, bądź cool, uśmiechaj sie bez przerwy, tylko słabi się smucą, miej niesamowity biały uśmiech, bądź jak James Bond czy bądź kurwa jak ten albo tamten piłkarz, bo on jest normalnie bożkiem i trza mu najlepiej dobrze zrobić i będziesz super (oczywiście tu teraz wszedł sarkazm, ale tak wyglądają realia dla osoby, która serio ma problemy z samooceną i zewsząd jest atakowana informacjami zwrotnymi, w których ma być nieskazitelnie idealny, bo jak nie, to jest jakimś odludkiem i podczłowiekiem). W końcu zrezygnowałem z tego typu "apek" bo kompletnie nie mogłem pojąć, co jest ze mną nie tak. W końcu poznałem moja przyjaciółkę przez kuzynkę. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i zapytałem się jej, czy moglibyśmy być razem (co było ultra wyzwaniem dla mnie, bo to pierwsza osoba płci pięknej, która mnie traktowała jakoś inaczej ), niestety, miała chłopaka, więc nic z tego, ale jak zerwali to za jakiś czas się zapytałem, czy moglibyśmy być razem (już drugi raz), wtedy powiedziała, że nie widzi we mnie jej chłopaka - no trudno, bywa, to koniec mojego życia, normalnie zaraz się zabiję czy tam udławię sokiem z cytryną (swoją drogą smacznym) - chyba nie muszę pisać, że był to dla mnie okropny cios w serce, bo to wiele znaczyło dla mnie, jak się okazało potem - a w sumie to niedawno, że zawsze do mnie coś czuła, lecz trafił kołek na żebra biedaka z samooceną, czyli moje lustrzane odbicie. Bała się poprostu mnie stracić. Już za jakimś 5 razem, od momentu, kiedy pierwszy raz się zapytałem, czy możemy chodzić znudziło mi się takie pytanie i czekanie, bo uznałem że być może tak miało być i mogło się to nie udać poprostu, bo pomiędzy okresami gdzie miała chłopaków, miałem niesamowite jazdy emocjonalne i psychiczne... Wiecie, dość że sam fakt, że osoba na której mi zależy i to, że boję się zawalczyć, bo ma chłopaka, potem następnego i tak dalej daje mi po dupie, to jeszcze społeczeństwo krzyczące w niebogłosy wraz z lizaniem jaj powiedzeniu "BĄDŹ FACET, NIE PŁACZ! FACET NIE MOZE OKAZYWAĆ SŁABOŚCI, FACET MA BYĆ TWARDY!" (no, najlepiej żeby facet wpierdalał szklane butelki po piwie i ruchał lwy w dupe na arenie, bo inaczej jest "mało-samczy") nie pomagało nic a nic, jedynie doprowadza słabsze emocjonalnie jednostki do załamania nerwowego czy psychozy, bo trzymanie uczuć w sobie nie jest ani dobrym ani zdrowym pomysłem na życie. No właśnie, skoro taki byłem poturbowany, to zapytacie, czy miałem myśli samobójcze, bo teraz wśród młodszych ode mnie ludzi jest moda na depresję i myśli samobójcze, bo to super HAHA żarcik. Powiem tak, miałem, może z 12 moze 6 albo i 8... Nie wiem, trochę tego się przewinęło, ale nigdy nie chciałem się zabić, bo za bardzo się przejmowałem, co powiedzą rodzina, przyjaciele, znajomi - zawsze mnie to odciągało od mojej głupiej decyzji. No niestety mojemu śp. kuzynowi Mateuszowi nie wystarczyło odwagi i postanowił się zabić, cóż, to odbiło się na mnie bardzo mocno, bo nie mogłem sobie wybaczyć, że będąc tak blisko siebie, byliśmy jednocześnie tak daleko... Ten wspólnie spędzony czas już nie wróci; niestety śmierć w realu nie jest taką fajną sprawą jak w grze, że damy ESC i wybierzemy ostatnio zapisany SAVE... Odbieramy sobie życie i już po nas... koniec... niema nas... a nasi bliscy cierpią przez naszą głupotę i zastanawiają się "czemu nic nie powiedział, łolaboga" - no właśnie, dlaczego? A dlatego, że społeczeństwo wymusza na facetach bycia jebanymi cyborgami bez emocji, bo na co to komu? Dlatego właśnie największy współczynnik samobójstw w Polsce czy pewnie na całym świecie jest właśnie wśród mężczyzn, bo jest nam to wpajane od małego. Wracając do mnie. Przenosząc się rok wstecz od dzisiaj, gdy miałem 22 lata rocznikowo. W pewnym momencie zacząłem czuć się jak coraz większe gówno, bo dość że moja samoocena dawała mi po dupie, bo uważałem się za gówno dosłowne to jeszcze dochodził taki śmieszno-dziwny głos z tylu głowy, który mówił do mnie mniej więcej tak "nie zasługujesz na szczęście", "nie znajdziesz miłości życia", "jesteś nikim" zacząłem swoim kilku przyjaciołom powoli mimowolnie dawać znać, że coś jest ze mną nie tak, mój najstarszy stażem przyjaciel , Antek, był pierwszą osobą, która bardzo dobitnie mi uświadomiła, że jak nie pójdę do psychologa to może być ze mną źle. Dwa tygodnie zastanawiałem się nad tym, aż pewnego razu poprosiłem moich rodziców o pomoc w tej kwestii, bo uważam że nie ważne ile się ma lat, od tego są rodzice by się radzić w pewnych kwestiach w życiu. Bardzo ważne przed pójściem do psychologa jest to, żeby samemu zdecydować na pójście do niego, bo inaczej będzie ciężko ze zmianami. Gdy już będziecie na miejscu, to polecam pozwolić zadawać sobie pytania, psycholog sam stwierdzi, czy jest sens wizyt u niego, czy wizyty u psychiatry są lepsze, a psychiatra często zajmuje się naszymi problemami, które są osadzone głęboko w głowie, nie ma obaw, że wsadzą was do białego pokoju, to nie są filmy żywcem z Hollywood, życie wygląda zdecydowanie inaczej. Dzięki wizytom u psychologa zmieniłem swoje stare nawyki charakteru znacząco, bo oprócz niskiej samooceny doszło do tego traktowanie kobiet jak coś gorszego sortu niekiedy, ale tylko na szczęście kończyło się na persfadowaniu mojej racji - moja racja jest najmojsza i ch*j - bez obelg czy krzywd fizycznych a także bezsensowne kłótnie z kim popadnie czy nawet bycie niezłym k*sem niekiedy. Teraz czuje się super, bo wiem, że stać mnie na wszystko, że moje życie jest w moich rękach, i jak odpowiednio chwycę je za rogi, to spełnię swoje marzenia. Tak więc moje życie wychodzi na prostą dzięki właśnie takim wizytom, które są na prawdę potrzebne w moim życiu gdzie oczywiście sam musiałem pracować ciężko na własną poprawę, bo inaczej bym sobie nie dał rady i nie było by mnie w miejscu, w którym jestem teraz... Mam kochaną dziewczynę, którą poznałem w realu oraz która mnie rozumie i wspiera a także ludzi, którzy nie odeszli ode mnie mimo wszystko i dzielę z nimi swój najlepszy okres swojego życia w tym momencie a także wkrótce planuje założyć własną firmę. Także wychodzę do Was drodzy nieznajomi z pewną myślą: Jeśli jest w życiu źle, macie złą samoocenę czy ogólnie problem ze swoją osobą, to pierwsze pomyślcie o wizycie u specjalisty, to nie boli a uratuje Wam życie a także przy odpowiednim zaparciu i wsparciu - pomoc zmienić Was na lepsze... Pamiętajcie, nie ważne co się będzie w Waszym życiu działo, są ludzie, którym na Was zależy, dajcie im sobie pomóc, będą za to wdzięczni :)
TL;DR: Mając problemy z własną samooceną i innymi negatywnymi reperkusjami gnębienia w szkole i pogarszajacym się samopoczuciem emocjonalnym w pozniejszym życiu zgłosiłem się do psychologa, to nie boli a daje szansę na poprawę życia i wyjście na prostą. Nie dajcie się przekonać, że psycholog to zło i że nie ma wyjścia z jakiejś sytuacji, bo nie i chuj... Pamiętajcie że "chcieć to móc". Bądźcie tego świadomi i trzymajcie się ludzie :)
submitted by Gonz4les to Polska [link] [comments]


2018.05.16 01:17 koops6 Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać

Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać. Piękna dziewczyna z innego kierunku studiów oczarowała mnie swoim wyglądem, wdziękiem i poczuciem humoru. Gdy w chłodny lutowy poranek zobaczyłem ją pierwszy raz na zajęciach to przysiągłem sobie, że zrobię wszystko aby ją posiąść. Od razu tak się ustawiłem, żeby usiąść obok niej, a że dopisując się na nasze zajęcia nikogo nie znała, to byłem pewny że mnie o coś zapyta. I faktycznie, spytała o prowadzącego, jakieś zaliczenie wykładu, rozmowa potoczyła się zgrabnie i ładnie, dokładnie tak jak jej pupa. Jestem dość przystojny, pewny siebie i dowcipny, więc z miejsca zacząłem ją urabiać i widać było że mnie polubiła. Po zajęciach wpadam do domu i zapraszam ją do znajomych na facebooku. Zaakceptowała. Następne 3 godziny spędziłem na przescrollowaniu całej jej tablicy wstecz aż do 2010 roku oraz przejrzeniu wszystkich polubień. Gra o Tron, Kobiety Bez Serca, Beyonce, ciężko tu się było czegoś złapać aby znaleźć z nią wspólny język.. W końcu jest - Komitet Obrony Demokracji oraz kilka wegańskich fanpejdży. Oto moja szansa.
Oczywiście sam jestem twardym kucem i generalnie aprobuję #dobrazmiana , no ale uznałem że w życiu towarzyskim zawsze się trochę oszukuje. Od lat szydziłem w internecie z wegan i uważam ich za groźną sektę, jednak i w tym przypadku trzeba było złamać swoje ideały. Przez następne dni przeczytałem kilka wypożyczonych książek i artykułów na temat weganizmu tak aby osiągnąć dostateczny poziom pozwalający nie tylko na swobodną rozmowę, ale także zarzucanie dziewczyny ciekawostkami o których nie słyszała. Zagłębiłem się również w struktury KOD-u, a nawet polubiłem ich fanpage. Dwóch znajomych kuców wyskoczyło do mnie z mordą, ale uspokoiłem ich że to tylko ironiczne polubienie aby infiltrować wroga. Ok, mogłem działać. Co tydzień siedziałem obok Magdy na zajęciach i rozmawialiśmy sobie o tym i owym. Na czwartych zajęciach gdy wyjmowała z torby zeszyt, zauważyłem że miała tam też małą plakietkę KOD-u, którą najwyraźniej chciała wziąć na sobotni marsz. Rzuciłem mimochodem 'o, widzę że też wspierasz KOD?' a ona od razu zrobiła wielkie oczy i uśmiechnęła się szeroko. To jest to. Po zajęciach siedzieliśmy sobie na korytarzu i równo obrzucaliśmy łajnem złowrogi reżim Kaczyńskiego, skandal z TK i antyludzką ustawę aborcyjną. Setki razy toczyłem dyskusje z lewakami na te tematy więc po prostu powtarzałem ich co rozsądniejsze argumenty, a Magda słuchała z wypiekami na twarzy. Po godzinie spytała czy pójdę z nią na marsz.
Jasne, oczywiście, że tak. Magdzie wyraźnie ulżyło, otworzyła się i zaczęła mówić, że mało kto się tym interesuje, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy wolą jakichś radykałów typu Korwin (odkaslnąłem po cichu) i tak bardzo się cieszy bo jestem taki fajny. Zastanawiałem się czy od razu przyznać się jej że jestem też weganinem, ale uznałem, że trzeba dawkować emocje. Nazwałem Korwina starym idiotą i raz jeszcze posługując się argumentami lewicowców zbeształem go równo z świeżo skoszoną trawą w pobliskim parku do którego się wybraliśmy. Magda kiwała entuzjastycznie głową a ja modliłem się aby nigdy nie zobaczyła że mam polubione na facebooku wszystkie możliwe prawicowe fanpejdże i portale. Uznałem że to zbyt ryzykowne i jak tylko wsiadła w autobus do domu to ręcznie wszystkie odlajkowałem. Jednocześnie uznałem że jak wieczorem zobaczę ją online to polubię 'Weganizm Udomowiony'. I tak też uczyniłem jak tylko się zjawiła. Niestety, musiała to przeoczyć. Dwa dni później natknąłem się na nią na korytarzu, porozmawialiśmy chwilę, ustawialiśmy się już na marsz gdy nagle spytała czy pójdę z nią do centrum handlowego bo jej znajomi z KOD-u będą rozdawać tam ulotki i moglibyśmy pomóc. Bałem się, że zobaczy mnie ktoś znajomy, ale po chwili zgodziłem się wesoło. Niewidzialna ręka wolnego rynku ewidentnie mi sprzyjała, bo gdy doszliśmy na miejsce to okazało się, że rozdali już wszystkie ulotki i poszli do domu. Smutna Magda nie wiedziała co zrobić więc pomyślałem że zaproszę ją na obiad. I prawie popełniłbym błąd swojego życia.
Chciałem zaproponować jakiś fast food bo niedaleko było KFC i McDonald's ale na szczęście w porę ugryzłem się w język. Chwila ciszy i mówię 'wiesz co, zgłodniałem przez te ulotki, zabrałbym cię do jakiejś knajpy, ale sam jestem weganinem i takie jedzenie może ci się nie spodobać..'. Szok. Niedowierzanie. Magda w ekstazie mówi piskliwym głosem że to niezwykłe że też jestem weganinem, że ona jest od dawna i znajomi ją wyśmiewają i tak się cieszy że taki jestem i w ogóle zna tutaj jedno miejsce gdzie dostaniemy sałatkę warzywną. Źrenice miała poszerzone, na ustach błogi uśmiech a ja zacząłem się zastanawiać czy penetracja jej pochwy będzie warta konsekwencji ewentualnego przystąpienia do sekty wegan. No nic, poszliśmy tam i zamówiliśmy dwie warzywne sałatki, 20 zł za sztukę. Jakieś liście sałaty i inne krzewy, istny dramat, jak ja to zjem.. Motywowały mnie maślane oczy Magdy więc nadludzkim wysiłkiem wyjadłem całą koniczynę i popiłem koktajlem z rukoli, jednocześnie myśląc o ulubionym kotlecie z kurczaka. Toczyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat weganizmu i dziwiliśmy się jak ludzie mogą jeść mięso. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i pomachała z uśmiechem. Penis od razu podniósł głowę, a ja zastanawiałem się czy to efekt Magdy czy spożycia pokrzywy. Na marszu KOD-u było zaskakująco fajnie, ludzie byli weseli, były rodziny z dziećmi, starsi ludzie, radosna atmosfera, wiele ładnych dziewczyn, a tuż obok mnie szedł sam Ryszard Petru. Dla Magdy to było niemal jak religijne przeżycie, widziałem jej łzy w oczach gdy Tomasz Lis i Mateusz Kijowski wykrzykiwali rewolucyjne hasła. W końcu stało się to na co czekałem od tak dawna - Magda spytała czy chcę przyjechać do niej do domu.
Jasne, oczywiście, że tak. Wracając Magda mówiła, że jest przeciwna karze śmierci, ale Kaczyńskiego to wypadałoby jakoś usunąć bo to jest chore jak niszczy Polskę i dzieli Polaków. Gorliwie kiwałem głową i szydziłem z PiSu. Dojeżdżamy pod blok, wchodzimy do mieszkania, Magda mówi że jej współlokatorka wróci dopiero za 2 dni, zaprowadziła mnie do swojego pokoju a tam na ścianie plakat Kijowskiego. Zniesmaczyło mnie to bo pomyślałem sobie, że będzie mi robić loda a ja będę zmuszony wpatrywać się w oblicze starego alimenciarza. No nic. Zrobiliśmy prasówkę, przyniosła mi kilka owoców, porozmawialiśmy o innych sprawach, robiło się późno więc odpaliliśmy jakiś film i powoli zacząłem się do niej dobierać. W ogóle nie opierała się moim konserwatywnym palcom, a głaskanie szybko zmieniło się w macanie i po chwili połączyliśmy nasze usta w błogim demokratycznym tańcu. Pomyślałem, że jak teraz mi się odda to z wdzięczności spłacę alimenty Kijowskiego. Nic bardziej mylnego. Magda nagle wszystko przerwała i powiedziała, że to się dzieje za szybko, że ona musi mieć pewność, że jestem super i w ogóle ale chce zobaczyć czy zależy mi tylko na jednym i czy wytrwam choć jedną noc. Wkurwiłem się, ale oczywiście pokazując lewicową wrażliwość uznałem, że w porządku i po krótkim całowaniu poszliśmy spać.
Na śniadanie kolejna sałatka warzywna, rozmowa, a potem Magda powiedziała że chętnie pożyczy ode mnie książkę o weganizmie o której tak wiele jej opowiadałem. Spoko. Pojechaliśmy do mnie do domu, rodzice byli wstrząśnięci że sprowadziłem tak piękną dziewczynę. Niestety, ta wizyta była fatalnym błędem. Siedzieliśmy w moim pokoju, ale dokładnie było słychać jak mój tata, twardy PiSowiec, oglądając TV wyklina od najgorszych uczestników marszu KOD-u. 'Banda idiotów', 'alimenciarz pierdolony', 'ten Lis jebany ma czelność coś mówić, powinno się go rozstrzelać', 'pedał Petru', '100 tysięcy debili', 'pieprzona żydówa Holland' to najmilsze epitety jakimi rzucał. Odciąłem się cicho od tych słów i miałem nadzieję, że Magda nie będzie mnie oceniać przez ten pryzmat. Uznałem, że trzeba brać tę książkę i wracać do niej do domu. Szybko idziemy do przedpokoju a tam tata woła do mnie 'hehe synu widziałeś tych debili? Twój Korwin dobrze mówił, na protestujących trzeba wysłać czołgi'. Gulp. Nerwowo przełknąłem ślinę, a tu po chwili drugi cios, bo mama pyta się czy zostaniemy na obiad, bo zrobiła mój ulubiony filet z kurczaka. Złapałem się za głowę, a Magda cicho szlochając wybiegła z domu. Oczywiście pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać, krzycząc że jestem oszustem. Miała rację. Oszukiwałem ją perfidnie, aby zaruchać. Taka była bolesna prawda. Mówiłem jej że olać ten KOD i rośliny, że mi na niej zależy ale odeszła dodatkowo usuwając mnie ze znajomych. Od tamtej pory na zajęciach siedzi w kącie i nawet na mnie nie patrzy. Jadłem rośliny i szedłem w marszu KOD-u by skończyć w szambie. Nie warto było.
submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]